wtorek, 18 lipca 2017

Pływak Hybrydowy! [POZOSTAŁE]

 via

Hej, hej! Zaskoczyła Was ta nazwa, co nie? Cóż, jak już pewnie wiecie moje życie to pasmo pokręconych sytuacji. Jedną z nich było wydarzenie z dnia 10 lipca. Przez dwa tygodnie mieliśmy w domu problem ze spłuczką. W końcu moja mama zawołała majstra, żeby się tym zajął. I tu się zaczęło.
PS. Przekleństwa majstra zastąpię gwiazdkami. Przy czytaniu słów wytłuszczonych podnoście głos w swoich głowach XD

ok. 8:40
Zostaję nagle obudzona przez dzwoniący telefon. Patrzę: numer nieznany. Odbieram. Tata. Okazuje się, że majster ma przyjść o 9 zamiast o 11. Jestem zła, niewyspana i niechętna. Dochodzę do wniosku, że jak chwilę poleżę, to nic się nie stanie. Mimowolnie zasypiam.

ok. 9:20
Dzwoni domofon. W tym momencie dociera do mnie, że zaliczyłam właśnie wpadkę. Wyskakuję z łóżka. Odbieram domofon. Wpuszczam majstra na klatkę schodową. Wiem, że nie zdążę się przebrać z piżamy w codzienne ciuchy, więc zakładam na szybko jasny kardigan i cieszę się, że moja piżama jest cool. Majster dzwoni do drzwi. Otwieram mu. Widzę, że nie ma przy sobie żadnego sprzętu. Mówię mu w czym problem. Prowadzę go do toalety. Majster prosi mnie o latarkę. W moim domu nie ma latarek. Wierzcie mi lub nie, ale gdy siada prąd, to palimy świeczki, bo jakimś cudem nie mamy latarek nawet w telefonach.
Ja: Nie ma latarki.
Majster: Nie macie latarek!?
Ja: Nie...?
M: A masz w telefonie?
Ja: Nie.
Majster się wkurza, ale zaczyna coś tam sprawdzać w toalecie. Po minucie/dwóch stwierdza, że jest zepsuty pływak. Jakby ja wiedziała co to jest pływak!
Majster: Pływak jest zepsuty. Ale to nie jest zwykły pływak, tylko pływak hybrydowy! Skąd ja mam niby wziąć coś takiego!? Teraz nigdzie takich nie robią! Co ja mam teraz zrobić? Mam kupić nowy czy przekazać to dalej spółdzielni mieszkaniowej?
Ja: Nie wiem. Nie mogę podejmować decyzji.
M: A gdzie są twoi rodzice?
Ja: W pracy.
M: No jasne, jak zwykle! Zostawić dziecko, które nie może podejmować decyzji same! 
Ja: Mogę zadzwonić do mamy.
M: Dzwoń.
Próbuję się dodzwonić do mamy. Tak się złożyło, że skończyło mi się doładowanie i musiałam połączyć się z nią na jej koszt. Oczywiście jak zawsze w takich sytuacjach bywa, mama nie odebrała.
Ja: Nie odbiera.
M: No pięknie! Gdzie niby pracuje twoja mama?! [tu podał jakieś miejsce, ale niestety go nie zapamiętałam]
Ja: Nie [i podaje miejsce gdzie pracuje moja mama]
M: No pięknie!
W tym momencie mama oddzwoniła, więc podałam ją majstrowi, z którym chwile pogadała, po czym telefon wrócił do mnie i mama poprosiła mnie, żebym jeszcze się go spytała czy mam mu coś teraz zapłacić.
Ja: A coś teraz płacę?
M: Nie. Teraz żadnych pieniędzy od ciebie nie chcę. Dopiero po skończonej robocie. Bo co, gdybym wziął pieniądze i cię okradł? Nie. Pieniądze po robocie. Będziesz w domu między 13 a 14?
Ja: Tak.
M: To dobrze, bo mniej więcej o tej będę.
W tym momencie się żegnamy i wychodzi. Ale to nie jest koniec.

ok. 13:10
Już dawno się przebrałam minęło kilka godzin i słyszę dzwonienie domofonu, i domyślam się, że to majster, bo czekam na niego już od 10 minut. Wpuszczam go bla-bla-bla. Nie ma przy sobie żadnych narzędzi. Żadnych. Prosi mnie o podanie mu igliczki. Ja nie mam pojęcia co to są igliczki.
Ja: Co?
M: Igliczki.
Ja: Co?
M: Macie w domu igliczki?
Ja: Igły?
M: Możesz dać igłę. Ale taką grubszą.
Idę po igłę. Wybieram najgrubszą jaką widzę. Podaję mu ją.
M: Za mała! Nie macie igliczki?
Ja: Nie...?
M: A macie śrubokręt?
Idę po śrubokręty taty. W końcu podaję mu dwa, żeby sobie jakiś wybrał. Prosi mnie jeszcze o kombinerki, więc zostawiam mu całą skrzyneczkę taty. Wracam do pokoju. Siadam na fotelu i słyszę majstra.
M: Co to *** jest?! O panie! Co ja *** niby mam z tym zrobić?! Co ten *** tu zrobił?! Dlaczego to jest *** zamurowane?! Próbuje się tam *** dostać?! Jak ja mam to zrobić?!
Tak trwa to przez pierwsze kilka minut, aż nagle dzwoni jego telefon. Jako dzwonek ma ustawiony utwór disco polo "Ale Aleksandra" (czy jakkolwiek się to nazywa). 
M: Ja ***! Co to *** ma być?! 
Chwila względnej ciszy.
M: O panie! Co ten *** tu zrobił?!
Ja w tym czasie siedzę na Tumblrze i z całej siły staram się nie robić dramy, bo ten koleś doprowadza mnie do szału. Mija jakiś czas pełen jego analiz w stylu:
M: Wyciągam pływak. Oglądam go *** z każdej strony.
W końcu udaje mu się go wyciągnąć i woła mnie.
M: Wyciągnąłem pływak. Masz 5 dych?
Ja: Ale po co? Mówił pan, ze mam zapłacić, gdy pan już skończy.
M: A chcesz sama jechać po pływak?! Chcesz?! Proszę bardzo!
Ja: Nie, nie. Ja się tam nie znam. Niech pan to załatwi.
Daję mu hajs.
M: Skąd ja mam teraz wziąć coś takiego?! W tym mieście nie ma już takich pływaków! 
Prosi mnie o reklamówkę foliowa, bierze kasę i wychodzi. 

ok. 14
Majster wraca. Tym razem ma ze sobą pływak hybrydowy. Idzie grzebać do łazienki. Cały czas lecą wulgaryzmy. Dzwoni jego telefon.
M: Nosz ***! *** ich?!
Wraca do grzebania. W końcu woła mnie do kuchni, żeby mi pokazać jak wygląda nasz stary pływak hybrydowy. Pływak Hybrydowy wygląda obleśnie. Naprawdę w życiu wiele widziałam, ale mało rzeczy było bardziej obleśnych od tego pływaka hybrydowego. Trzyma ten pływak hybrydowy (!!!) nad zlewem kuchennym i tłumaczy mi jego budowę. Pyta mi się czy mam odkamieniacz. Oczywiście nie mam pojęcia gdzie jest u nas w domu odkamieniacz. Pyta mi się o ocet. I jak się pewnie domyślacie - nie wiem gdzie jest!
M: Dziecko, ile ty masz lat?
Ja: 16.
M: 16?! Nie powinnaś już wiedzieć co, gdzie masz w domu?
Wzruszam ramionami, bo nie chcę mu wypalić coś w stylu: "A czy pan nie powinien mieć własnych narzędzi?". Majster idzie coś kombinować z tym nowym
pływakiem hybrydowym. Słyszę oczywiście całe wiązanki przekleństw, ale staram się to ignorować. W końcu majster nie wytrzymuje.
M: *** Ten pływak tu nie pasuje! Próbowałem go rozłożyć i poskładać części z tym drugim, ale nie pasuje! Muszę jechać po inny! Gdzie ja znajdę taki pływak?! W tym mieście już nie ma takich pływaków!
Wychodzi. Ja ciszę się spokojem.

ok. 15
W międzyczasie zdążył wpaść listonosz, ale o to mniejsza. Wraca majster z kolejnym pływakiem hybrydowym. Pyta mi się czy już wiem, gdzie jest ten ocet. Ja zapobiegawczo zadzwoniłam wcześniej do mamy, więc odpowiadam, że tak i podaję mu ocet. Wracam do pokoju. Słyszę wiązanki majstra, które w pewnym momencie przerywa "Ale Aleksandra".
M: Ja ***! *** [odbiera, prowadzi miłą rozmowę podczas której tłumaczy jednej kobiecie, że od następnego dnia go nie będzie i tego dnia nie może jej pomóc, bo jest przydzielony do innej części osiedla, miło się żegna] ***!
Majster wraca do roboty. W końcu, w końcu po okrutnych cierpieniach dla moich uszu okazuje się, że udało mu się założyć pływak hybrydowy. Zaprasza mnie do łazienki, żeby pokazać mi efekt.
M: A dlaczego tu jest tyle wody?! [chwila cisza] A, to pewnie po tym jak wyciągnąłem pływak!
Sprawdzamy czy wszystko działa. Działa. Dzwonię do mamy, żeby uzgodniła z nim wszystkie kwestie, a następnie majster tłumaczy mi coś z pływakiem hybrydowym i zaczyna zbierać się powoli do wyjścia. Mówi do mnie, że mam wziąć tę igłę ze stołu, bo ktoś usiądzie i mu w dupę wejdzie. Bierze hajs i wychodzi. 


Jesteście w stanie uwierzyć mi w tę historię? Ona brzmi tak dziwnie, że ja się aż zastanawiam czy ludzie są gotowi by poznać tę moją niezręczną przygodę z majstrem i pływakiem, który nie jest żadnym zwykłym pływakiem, tylko pływakiem hybrydowym (!) i nigdzie nie idzie go dostać, i mamy dosłownie ostatni wykupiony pływak hybrydowy!
Czasami się zastanawiam jak ja sobie w życiu poradzę :D Mam nadzieję, że ten mały przerywnik urozmaicił nieco Wasz dzień.

Ciao! ~ Lena

Utworem na dziś jest... Harry Potter Friday Parody Hillywood Show,
jako że dzisiaj taka atmosfera na parodie.

2 komentarze:

  1. Hahahhahaahhahahahahhahahahahhaha no nie mogę po prostu xD Padłam xD Ty to masz ciekawe życie. Ale nie martw się, ja też nie wiem, gdzie mam odkamieniacz ;)
    Boziu dawno się tak nie uśmiałam :')

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się uśmiałam pisząc ten post XD Myślę, że jest to jedna z tych historii, o których nie zapomnę!

      Usuń