piątek, 14 lipca 2017

Kto ma lepiej?! /z Lexi D.

 autorstwo Lexi D.

Hej hej! Dzisiaj przychodzę do Was z czymś. co przygotowałam razem z Lexi D. Otóż nie wiem czy kiedykolwiek wspominałam gdzie mieszkam. Jest to jednak kwestia istotna, biorąc pod uwagę tematykę postów, które publikuję. Może wiedzieliście już wcześniej, że Lexi mieszka w Szczecinie. Co z tego wynika? A to, iż ja dla odmiany mieszkam w mieście małym - Kościanie (niecałe 25 tysięcy mieszkańców). Często, gdy rozmawiamy ze sobą widzimy diametralne różnice w tym jak przebiega nasze życie. Dlatego postanowiłyśmy przygotować (pomysł Lexi) porównanie jak wygląda życie książkoholika w dużym mieście, a jak w małym!

Biblioteki
Jak powszechnie wiadomo w życiu książkoholika biblioteki odgrywają dużą rolę. W Kościanie mamy może z 5 lub 6 bibliotek (+ szkolne). O 4 wiem, resztę się domyślam. W porównaniu w Szczecinie znajduje się ok. 50 bibliotek (+ szkolne). Jest to różnica diametralna, nawet biorąc pod uwagę wielkości miasta. Warto też wspomnieć, iż w Kościanie funkcjonuje biblioteka miejska, która jest która jest większa niż pozostałe. Inne biblioteki mają bardzo mały wybór książek i ciężko znaleźć tam cokolwiek (dla przykładu znalezienie w jakiejkolwiek kościańskiej bibliotece Harry'ego Pottera i Więźnia Azkabanu zajęło mi miesiąc, gdyż nigdzie nie było ani jednego egzemplarza. Dopiero ktoś oddał w darowiźnie dla biblioteki miejskiej całą serię  i teraz jest 1 egzemplarz).

Bookcrossing
Zjawisko bookcrossingu polega na zostawianiu książek w miejscach publicznych po to, aby ludzie mogli sobie taką książkę wziąć do domu, przeczytać i przekazać ją dalej. W dużych miastach można się często z nim spotkać i jest ono powszechnie znane. Jednak w małym mieście mało kto słyszał o czymś takim. Ja o istnieniu bookcrossingu dowiedziałam się przez przypadek surfując po internecie i byłam pierwszą osobą spośród tych, które znam, jaka dowiedziała się o tymże zjawisku. Osobiście nigdy jeszcze nie znalazłam książki zostawionej na ławce czy pod drzewem. Może będę pierwszą kościanianką?

Antykwariaty
Co łączy większość książkoholików? Zamiłowanie do starych książek. Antykwariaty pełne są staroci o pożółkniętych kartkach. Czasami jednak problemem jest samo znalezienie antykwariatu. Kiedy rozmawiałam z Lexi okazało się, że u nich w Szczecinie w samym centrum jest 15 antykwariatów. Zgadnijcie ile jest u mnie. Całe zero. Kiedyś, gdy będę dorosła wybiorę się do Poznania na wyprawę do antykwariatu, bo w moim mieście nie ma na co liczyć.

Supermarkety
Każdy kto kiedykolwiek kupił książkę w promocji w supermarkecie przez przypadek wie jakie to jest wspaniałe uczucie. Nie dość, że ma się świetną książkę, to jeszcze udało się na niej zaoszczędzić na kolejne skarby. Supermarkety to świetne źródło tanich egzemplarzy. Ale w dużych miastach funkcjonuje to zupełnie inaczej. Z moich rozmów z Lexi wynika, iż w dużych miastach supermarkety mają wyznaczone miejsca na tanie książki. U mnie w mieście sprawa wygląda inaczej. Mianowicie w teorii jest miejsce na tani książki i one nawet tam są, ale... nie zawsze. Często zdarza się tak, że idzie się do supermarketu, podchodzi do kosza (czy czegoś w tym stylu) z książkami, a tam kalendarze, albo buty, albo kolorowanki dla dzieci.

Targi
W dużych miastach tradycją są targi książek, gdzie można spotkać autorów i korzystać z innych atrakcji. Dużo osób w ten sposób zawiera  nowe znajomości, ale przede wszystkim spędza świetnie czas. Tymczasem w małych miastach wydarzenia tego typu są nieopłacalne. W Kościanie nie opłaca się robić targów książkowych, bo kto na nie przyjdzie? Starsi ludzie, którzy są mają dużo czasu, więc czytają? Młodzież, która nawet nie wie co to ksiąrzka książka (???)? Dorośli ludzie, którzy chcą sobie odpocząć? Tia, to wszystko to był sarkazm. Moim zdaniem zamiast śmiesznych Dni Kościana (na które już nikt nie chodzi) powinny zostać zorganizowane przynajmniej raz tagi książkowe. Jednak mój głos się nie liczy, więc na razie, jeżeli ktoś chce się udać na targ, to jedynie taki ze starymi skarpetami.

Kultura masowa
W dużych miastach powieści znanych autorów czy też takie, które bardzo szybko zdobywają popularność na świecie są szeroko reklamowane. Ludzie chodzą do bibliotek i księgarni po to, aby masowo je wypożyczać. W małych miastach jednak czyta się rzeczy bardziej przypadkowo. Ktoś komuś coś polecił lub coś zostało zauważone ze względu na okładkę. Ja o istnieniu książek podbijających rynek dowiaduję się dzięki internetowi. Bardzo często znalezienie nowości wydawniczej stanowi problem, jeśli dopiero niedawno pojawiła się na rynku. W bibliotekach w moim mieście prawdopodobieństwo, iż znajdzie się książkę, od której premiery minęło mniej niż 3/4 lata jest bardzo niskie.


Co jeszcze różni duże a małe miasta? Koniecznie zajrzyjcie na BLOG LEXI, aby się tego dowiedzieć! Dziękuję za poświęcenie czasu, aby przeczytać ten post. Mam nadzieję, że się Wam podobało :D

Ciao ~ Lena

Utworem na dziś jest... Revolution Radio Green Day'a



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz