piątek, 3 lutego 2017

Życie i Kłamstwa Albusa Dumbledore'a [ODBICIE ODBICIA]


Hej, hej! Dzisiaj poruszę temat, którego nikt się chyba nie spodziewał. Jakiś czas niemu miałam nad nim niezłą zagwozdkę, więc postanowiłam zrobić posta (i przy okazji rozpocząć cykl postów, ale o to mniejsza), w którym podzielę się moimi przemyśleniami, które są w sumie dość poważne, ale ja pisałam to na luzie, więc też się nie spinajcie ;) Od razu mówię: to nie jest tak, że wszystko wymyślam sama. Nie. Trafiam na różne opinie i niektóre sobie zaadaptowywuję. Ten post zostanie poświęcony Albusowi Brianowi Wulfrykowi Percivalowi Dumbledore'owi. Oczywiście nie zabraknie też spoilerów z Harry'ego Pottera, więc strzeżcie się mugole. Żartuję, nie jesteście mugolami. No dobra, jesteście, ale nie w negatywnym znaczeniu tego słowa.

Info na początek
    Kto czytał Harry'ego Pottera, podnosi łapkę do góry. Dziękuję. Znacie Dumbledore'a, co nie? Wszyscy go znają. Tym, którzy jednak jeszcze nie spotkali się nigdzie z tą postacią, przedstawię tutaj podstawowe informacje na temat Albusa. Jeśli czytaliście serię J.K. Rowling możecie spokojnie pominąć ten segment.
     Albus bla-bla Dumbledore to jeden z głównych bohaterów Harry'ego. Jest on dyrektorem Hogwartu (szkoły dla czarodziejów) i mentorem młodego Pottera. Postać pozytywna (chociaż ja to zakwestionuję ha ha). Stary dziadek. Blizna na kolanie przypominająca plan londyńskiego metra. Najpotężniejszy czarodziej (a przynajmniej tak się mówi). Były przyjaciel czarnoksiężnika Grindelwalda (którego potajemni kochał, ale o to mniejsza), bo się pokłócili i już się nie lubią. Aktualnie jego kumplem jest Severus Snape. Będę pisać o nim, jakby żył, ale tak naprawdę jest martwy. Wybaczcie. Ostrzegałam przed spoilerami.

Nie wiem skąd to wzięłam :D

Na czym polega mój problem?
     Tak właściwie to nie jest mój problem, ale ogólnie biega o to, że Dumby wcale nie był taki cudowny, jakby to się mogło wydawać. Powiem więcej - jest gorzej niż widzimy z perspektywy Harry'ego. Bo bądźmy szczerzy - co by się nie działo Potter zawsze, ale to zawsze jest posłuszny ideom Dumbledore'a i robi to, co dyrektor mu mówi. A nawet jeśli nie mówi, to wiadomo, że to by zalecił. Jakoś nie była nigdy specjalnie przekonana do tej postaci i wkurzało mnie to ciągle gadanie, ze Albus to, albus tamto, jednak specjalnie się nie zagłębiałam w temat z czystego lenistwa. Jednak los chciał, że wpadłam na pewien post na Pintereście pochodzący z Tumblra i to właśnie on sprawił, że zaczęłam się zastanawiać czy Dumby był dobry czy zły. Oto on:


Tłumaczenie (autorskie, bo niby czyje) tekstu powyżej dla osób, które mają problem z angielskim:



Od razu, kiedy przeczytałam powyższy post, zgodziłam się z nim w 100%. Przez to zaczęłam analizować postać Albusa w książkach. Wystukałam sobie też Dumbledore'a w Google Grafika i znalazłam sporo komiksów ukazujących drugie dno tej postaci, ale zajmijmy się książkami.

Wyniki śledztwa
     Cóż, co prawda nie przeczytałam serii jeszcze raz ze zwróceniem uwagi na postępowanie tego bohatera, tylko luźno sobie poprzypominałam jego zachowanie na przestrzeni różnych części, zaczynając od pierwszej części, a kończąc na siódmej. To od początku.
      W Kamieniu filozoficznym dopiero poznajemy Albusa i powinna nas od razu uderzyć kwestia poruszona w poście wyżej. Dumbledore tak właściwie nic nie robi z faktem, że Harry ma beznadziejne dzieciństwo i przemoc w domu. Tytułowy kamień filozoficzny trzyma w szkole, ściągając przy tym niebezpieczeństwo (na przykład TROLLA) na uczniów. Oprócz tego mamy oczywiście zamknięte trzecie piętro ze względu na trzygłowego Cerbera.. tfu... Puszka. Oprócz tego nauczycielem jest Snape, który dręczy Nevilla. Czy Albus chociaż kiwa palcem? Nie. Neville nie jest wybrańcem, więc po co o niego dbać? To co zrobił na koniec roku podczas odczytania zwycięzcy Pucharu Domów również nie było miłe. Mógł najpierw dodać punkty Gryfonom, a następnie ogłosić, że Gryffindor zajął pierwsze miejsce. Naprawdę nie musiał upokarzać Ślizgonów. Wiem, ze nie lubił tego domu, ale cóż, bycie dyrektorem do czegoś zobowiązuje.
        Dobra, lecimy z Komnatą Tajemnic. Uczniowie zostają petryfikowani, a takie zdarzenia miały miejsce dekady wcześniej i nie skończyło się to dobrze (śmiercią jednej z uczennic, ale to nie ważne, ona o tak w sumie nikogo nie obchodzi, więc co tam). W takim razie co robimy? Zwalniamy uczniów do domu? Nie. Rozumiem, że albus nie chciał, żeby sprawa się rozeszła i zamknięto Hogwart, ale przecież ze spokojem mógł powiedzieć uczniom, że zagrożeniem jest bazyliszek i należy sprawdzać drogę lusterkami. To niby nic wielkiego, ale biorąc pod uwagę, że gdyby nie szczęście trójki uczniów to byliby martwi jak Marta (łapiecie? MartWa. Dobra, zły żart).
         To teraz Więzień Azkabanu. Po co, ale serio PO CO Dumbledore sprowadził dementorów i pozwalał komukolwiek wychodzi poza mury zamku, chociażby na mecz Quiddicha?! Kurczę, dementorzy są źli, są w Azkabanie po to, aby wysysać życie z więźniów. Dlaczego sprowadził ich do szkoły? Dla bezpieczeństwa? Też mi coś. Wystarczyło rzucić zaklęcie w stylu tego z Insygni Śmierci. A nawet jeśli nie, to mógł zrobić grafik dyżurów dla nauczycieli, żeby zamiast sobie odpoczywać, pilnowali wejść. W ogóle z jakiego powodu robił to wszystko? Znał przecież Syriusza. a co jeśli Black się zmienił przez pobyt w Azkabanie? No ciekawe kto go tam wrzucił. I tak swoją drogą: jeśli Syriusz raz umknął dementorom, to zrobi to jeszcze nie raz.
     Nadszedł czas na Czarę Ognia, czyli rok głupoty Albusa. Strona zła rośnie w siłę, następuje atak podczas mistrzostw quiddicha chronionych tak, że nikt nie powinien sobie drzazgi w palec wbić. W takim razie co robi dobra strona? Urządza sobie turniej, w którym GINĘLI ludzie. No serio, nie żartujmy sobie.
      Następny punkt programu to oczywiście Zakon Feniksa, który pokazuje nam, jaki tak właściwie jest dyrektor. To co wyczynia Umbridge ma gdzieś, uczniów ma gdzieś, Harry'ego ma gdzie. W skrócie mówiąc jeden wielki dumbledore'owy foch. Najlepiej zostawić wszystko nastolatkom nieprzygotowanym do wojny. I co mnie obchodzi, ze na końcu przeprosił? Jest najpotężniejszym czarodziejem, nie może popełniać TAKICH błędów. A jeśli już zdarza mu się wpadka, to kurcze, miał tyle czasu, żeby coś zrobić, a jednak zostawił wszystko na głowie Minerwy.
      Okay, czas na Księcia Półkrwi, w którym Dumbledore jakby zaczyna coś robić. A dokładniej pomaga (wiecie "pomaga") Harry'emu Potterowi, swojemu ulubieńcowi i tak dalej. Co z resztą szkoły? Nic. Skoro poprzedni rok sobie radzili, to po co zorganizować im zajęcia pozalekcyjne z stylu Gwardii Dumbledore'a? I znów widoczne jest to, jak Albus wykorzystuje ludzi i działa interesownie. Harry jest mu potrzeby, to mu pomaga, reszta niezbyt, więc ją zostawia samych sobie. Na końcu umiera śmiercią pseudobohaterską.
       A teraz ostatnia część, a mianowicie Insygnia Śmierci - dowód na to, że nawet martwy Dumby sprawia problemy, a nie pomaga. Umarł. Zostawił Harry'ego z misją, o której prawie nic nie wie. Harry błądzi po świecie, bo dyrektor tak chciał. Nie mógł powiedzieć po prostu Potterowi, że horkruksy można rozwalić mieczem Gryffindora? Dalej, dowiadujemy się o jego mrocznej przeszłości i przyjaźni ze super złym czarnoksiężnikiem, który chciał podbić świat i o tym, jak  Albus praktycznie zabił swoją siostrę. Wisienką na torcie jest historia Snape'a, który nagle staje się postacią tragiczną, ale nie dlatego, że dozgonnie kochał Lily, tylko dlatego, iż został wykorzystany przez Dumbledore'a. Dumby obiecał mu chronić Lily. Lily umarła. Co słyszy Snape? Miała dziecko. Jej, fajnie, co z tego, skoro to nie moje? Ma jej oczy. Jeej. No wow, szaleństwo, impreza, że dzieciak ma oczy po Lily. W skrócie mówiąc przekonał Severusa, żeby dla niego pracował, nawet gdy on swoją część umowy zawalił totalnie.
     Wszystko pięknie, ale przecież zrobił w swoim życiu również dobre rzeczy. Zatrudnił Minerwę, Hagrida, pozostałych nauczycieli, skombinował Fawkesa... eee... nie zakazał quiddicha. Tak na serio to wiem, że robił też dobre rzeczy. Nie mówię, że jest on tak naprawdę złym, podstępnym i oślizgłym antagonistą, któremu Voldemort może lizać stopy. Próbuję raczej zwrócić uwagę na to, że miał możliwości, aby zrobić o wiele, wiele więcej i zdecydowanie lepiej, a jednak z jakiegoś powodu postanowił pójść na łatwiznę w pewien sposób.


Na zakończenie
      Każdy ma wzloty i upadki. Każdy się myli. Każdy popełnia błędy. Niestety to, co wyczyniał Albus praktycznie bezkarnie, to więcej niż tylko pomyłki czy wpadki. Sprawił on cierpienie wielu osobom i robił to nie przypadkiem, lecz z pełną premedytacją (czytaj: przykładowo Harry, Syriusz, Severus). Oprócz tego moim zdaniem nie zasługiwał na stanowiska, które pełnił, a szczególnie na funkcję dyrektora Hogwartu, bo robił to źle, bardzo źle. Powinien zamienić się miejscami z Minerwą i prawdopodobnie wszystko byłoby okay. Nie istnieją postacie białe czy czarne, bo wszystko jest szare, jednak nie można powiedzieć, że Albus był blisko bieli, bardziej ciemnej szarości. Pod pozorem człowieka szlachetnego ukrywał demony drzemiące w jego wnętrzu i wykorzystywał funkcje, które pełnił do własnych celów.



I tak dobrnęliśmy do końca mojego pierwszego posta z serii [Odbicie Odbicia]. Mam nadzieję, że przedstawione przemyślenia choć trochę sprawiły, iż przemyśleliście swoje odczucia wobec postaci Albusa Dumbledore'a. Oczywiście nie mówię, że macie od razu zmieniać swoje zdanie! Moim planem było jedynie ukazanie, że to co jest białe na zewnątrz, nie zawsze jest takie samo w środku. Każdy z nas ma własne opinie i myślę, że nieraz w przypadku tego cyklu moje odczucia nie będą się zgadzać z Waszymi, ale to nic. Grunt to myślenie. Oczywiście, jeśli chcecie, żebym zrobiła post na jakiś typowy temat, to możecie podsuwać pomysły pod każdym postem, nawet tym sprzed kilku miesięcy, bo nie ma znaczenia miejsce, tylko sama obecność wskazówki ^^

Pozdrawiam
LM

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz