piątek, 24 lutego 2017

Co Ci w duszy gra? [ODBICIE ODBICIA]


Hej, hej. Kto miał napisać posta, ale nie miał inspiracji (chociaż trzeba przyznać, że zaczął 7 postów)? No ja, brawo. Tak, wiem, wiem, że ferie skończyły mi się dawno temu i powinnam już dawno się ogarnąć. Jak wiecie rzadko robię jakieś posty o sobie, jednak mam wrażenie, że tym razem nawet powinnam napisać dlaczego praktycznie wcięło mnie na miesiąc. Przy okazji oczywiście napiszę coś "rozsądniejszego", lecz najpierw wyjaśnię co się ze mną działo. Jeśli kogoś to nie obchodzi, to może od razu przeskoczyć do drugiej części posta ;) Oczywiście powodów było więcej, jednak ten uważam za najważniejszy:


Kto poznaje tych dwóch panów, którzy na zdjęciu powyżej odbierają swoją pierwszą statuetkę Grammy bez spodni? Tak, proszę państwa, to Twenty Øne Piløts. Ci od Heathens i Stressed Out

Dobra, może od początku
        Z ich utworami pewnie spotkałam się już daaawno temu, ale totalnie nie zwróciłam na nie uwagi. Dopiero, kiedy Caro zaczęła mi nucić Heathens, zaciekawił mnie tekst i wygooglowałam go na Tekstowo. Później wylądowałam na Wikipedii i YouTube. Obejrzałam wtedy teledysk do Stressed Out i zastanawiałam się czy czarna farba na dłoniach i szyi Tylera Josepha to tatuaż. Poczytałam też trochę o fandomie i... odpuściłam. Nie mam pojęcia czemu tak właściwie. Chyba dlatego, że miałam sporo nauki, ale sama tak do końca nie wiem. 
         Minęło kilka tygodni i 1-go grudnia znajoma z klasy przyszła do szkoły z |-/ narysowanym na dłoni, co od razu skojarzyłam z Twenty One Pilots. Wieczorem znów wylądowałam na Wikipedii. Postanowiłam dać zespołowi pseudo drugą szansę. Posłuchałam Tear in My Heart i stwierdziłam, że zbyt popowe jak dla mnie (głupia ja). Następnie puściłam sobie Ride, a tak się składa, że nie lubię reggae. Odpuściłam po raz drugi. Jednak znalazłam fajny cover Tear in My Heart w wykonaniu zespołu Twenty One Two, który bardzo polubiłam.
         Musicie wiedzieć, ze potrafię być uparta. Nie mogłam zapomnieć o Twenty One Pilots. Obawiałam się jednak, że znów trafię na utwór, który mi się nie spodoba. Pod koniec stycznia podjęłam dość ciekawa decyzję jak na mnie, a mianowicie w końcu doszłam do wniosku, że poproszę tamtą znajomą o polecanie jakiś kawałków. Przez tydzień nie mogłam się odważyć, żeby zagadać, ale w końcu przed ostatnią lekcją powiedziałam sobie, że teraz albo nigdy i usiadłam z nią. Przez pierwsze dwadzieścia minut w ogóle nie mogłam się przełamać, żeby zadać dręczące mnie pytanie. W końcu wypaliłam coś w stylu: Znasz jakieś fajne kawałki Twenty One Pilots do posłuchania? na jednym wydechu. Wtedy ona uśmiechnęła się do mnie i zaczęłyśmy gadać. Poleciła mi Not Today, Ruby i Trees (teraz ja polecam Wam). Po przyjściu do domu wzięłam się za odsłuchiwanie. I wiecie co? Tuż po przesłuchaniu pierwszego utworu (Not Today) stwierdziłam, że byłam największa idiotką na świecie, ze tak długo z tym zwlekałam. Później było już tylko ciekawiej. Poświęciłam całe ferie na ogarnięcie materiałów (albumów, wywiadów i ogólnie wszystkiego związane z zespołem).

Do czego zmierzam?
    Tak właściwie do niczego. Chciałam podzielić się z Wami moja aktualną obsesją. Jednak skoro już odważyłam się na napisanie takiego posta (nieczęsto stricte piszę o sobie) to wykorzystam to, żeby podzielić się z Wami nie tylko opowieściami z życia Leny, ale też czymś ważnym. Na początek taka dobra rada, czyli morał części poprzedniej: Dawajcie piosenkom/zespołom więcej niż jedną szansę. Nie zawsze znajdujemy odpowiedni zespół w odpowiednim czasie i od razu się zniechęcamy, a to nie jest dobre. Nawet jeśli nie podoba Ci się jakiś utwór to sprawdź inne lub ewentualnie odczekaj trochę czasu i wróć po kilku tygodniach/miesiącach, bo być może odbierzesz dane dzieło zupełnie inaczej niż wcześniej. To tak właściwie wiem na własnym przykładzie, więc powtarzam: Nie poddawajcie się!
   Drugą rzeczą o której chciałabym wspomnieć jest różnorodność gatunkowa i despotyzm muzyczny. Wiadomo, każdy z nas słucha czegoś innego i to nic niezwykłego. Jedni wolą muzykę popową, inni hip-hop, a znajdą się też wielbiciele disco polo. Właśnie. Wszyscy słuchamy czegoś INNEGO. Dlatego przestrzegam Was przed byciem muzycznym despotą. Co mam na myśli? A no teksty w stylu:
Ona tańczy dla mnie to gniot nie z tej ziemi i tylko debile tego słuchają!
Metal to tylko darcie mordy i nie rozumiem jak ktokolwiek może tego słuchać i nie dostać migreny!?
Country? Przecież to jedna wielka wiocha!
Pewnie nie raz słyszeliście teksty w takim stylu. Ba! Prawie każdy z nas mów takie rzeczy na co dzień (ja też, luzik). Jednak pomyślmy przez chwilę o osobach, które słuchają takiej muzyki. To jest chyba trochę nieprzyjemne dla nich, co nie? Nie żebym próbowała teraz nawracać społeczeństwo na dobrą drogę, ale czasami warto się zastanowić przed powiedzeniem jakiejś kontrowersyjnej opinii, ponieważ może naszym rozmówcą jest osoba, która słucha danego gatunku czy wykonawcy, a nie ma sensu budować murów z powodu różnic w słuchanej muzyce.
     I ostatnia rzecz, o której chce wspomnieć: Nie oceniajmy ludzi po muzyce, której słuchają. Serio, często wydaje nam się, że jeśli ktoś słucha, dajmy na to, rapu to jest jakimś typowym nastolatkiem, ewentualnie gangsterem. Nic bardziej mylnego. Tutaj też mogę podzielić się własnymi przeżyciami, a mianowicie mojej klasie opadły szczęki (ogólnie ludzie tak mają), gdy się dowiedzieli, że słucham metalu. Zaskoczeni, że taki tam książkoholik i fangirl słucha metalu? Spokojnie, jak już mówiłam zazwyczaj (jak nie zawsze) ludzie są zdziwieni, kiedy się dowiadują, że nie trzeba chodzić ubranym na czarno i mieć image przykuwający uwagę, żeby słuchać ostrzejszej muzyki :D


Na dzisiaj to tyle. Mam nadzieję, że moje zniknięcia choć trochę się wyjaśniło. Być może posty o muzyce będą pojawiać się częściej, jednak to zależy od wielu czynników (tak się składa, że muzyka jest da mnie tak ważna, że nigdy nie jestem w stanie powiedzieć na ten temat dokładnie tego co czuję czy myślę). U mnie wygląda to mniej więcej tak, że raz na jakiś miesiąc znajduję sobie zespół na którego punkcie obsesjuję (jak ja to mówię) przez kilka tygodni, po czym mi przechodzi, znajduję inny zespół i cała zabawa zaczyna się od nowa. Od razu mówię: nie słucham TYLKO metalu, o nie! Praktycznie jestem w stanie znaleźć jakiś zespół z dowolnej kategorii muzycznej, który mi się podoba (oprócz takich trochę absurdalnych, reggae i disco polo, których nie lubię), więc myślę, że znalazło by się coś dla każdego. Jednak jak już mówiłam nie jestem pewna czy to wypali. A! I jak zawsze: wiem, że wielu z Was nie będzie się zgadzało z moimi opiniami. Żaden problem. Po to są opinie, żeby każdy miał własne ;)

Pozdrawiam
LM

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz