środa, 7 grudnia 2016

Star Trek: W ciemność - Ciemność? Jaka ciemność? Dawno nie dostałam tak kolorami po oczach! [FILMY]


Dzieńdoberek! Wiem, że ostatni tydzień poświęciłam całkowicie Sherlockowi, ale musicie wybaczyć, bo został niecały miesiąc do premiery (choć ja poczekam sobie dłużej :D) i chcę sobie poszaleć z sherlockowaniem. Postaram się wrzucać tygodniowo jeden post sherlockowy i jedną nie-recenzję jakiegoś filmu (książki tak prędko nie przeczytam. Chyba, że mówimy tu o podręcznikach). Myślę, iż to dobry pomysł i w ten sposób wilk będzie syty, a owca cała ^^ 

Słowo wstępne
             O Star Treku oczywiście słyszałam. W końcu jest już kultowy. Jednak tak jakoś się nie złożyło, abym miała okazję obejrzeć jakiś odcinek serialu lub choć obejrzeć film. Jak wiecie nie planowałam oglądać filmu w weekend, ale tak jakoś wyszło, że zaczęłam i zasiedziałam się. Już raz widziałam W ciemność, jednak moim zdaniem należy nabrać dystansu do niektórych filmów, zwłaszcza, gdy uważa się je za słabe. Teraz moja opinia nie tyle się polepszyła, co po prostu pogodziłam się z zawodem, iż dostałam nie do końca to, czego oczekiwałam.


Fabuła
         Star Trek: W ciemność (czy jak ktoś woli: W ciemność. Star Trek) opowiada w głównej mierze o perypetiach kapitana Jamesa T. Kirka, Spocka oraz ogólnie załogi USS Enterpise. Głównym antagonistą jest John Harrison, czyli Khan (Khan Noonien Singh, ale to już mało ważne dla fabuły), który chce... Tak w sumie to jego plany są dość zawiłe i tajemnicze. W skrócie Enterpise początkowo ma go odnaleźć i zabić, jednak plany ulegają zmianie...

Bohaterowie
           Głównym bohaterem jest nie kto inny, jak James T. (Tiberius, jeśli ktoś się zastanawiał co kryje inicjał) Kirk. Mam problem z tym bohaterem. Z jednej strony cały film ma udowodnić, jaki jest dobry, narwany, zdolny do poświęceń, bla, bla, bla, ale jakoś coś mi w nim przeszkadza. Jest... za dobry. Sorry, ale odnoszę wrażenie, że jest takim przykładem marysuizmu (Słowniczek lub Wikipedia. Kto jaką wersję woli ;D), czyli bohaterem zbyt wyidealizowanym. Przyznaję się bez bicia, że jego historii nie znam (jedynie cośtam po łebkach), co nie zmienia faktu, że główny bohater powinien jasno świecić w filmie niezależnie czy jest to część pierwsza, druga czy dziesiąta, a nie być nijaki.
          Drugi główny bohater to Pan Spock. Cóż, Spock jest Wolkaninem (dokładnie 1/2 Wolkanina, 1/2 człowieka), a oni nie okazują emocji. Żadnych. Jest to jedyny Wolkanin z jakim miałam do czynienia, więc ciężko mi go ocenić, skoro nie znam tej rasy. Powiem tyle: jest bardziej interesujący niż Kirk, aczkolwiek sztywny jak kij od krykieta (skoro nie czuje emocji, to nic dziwnego).
          Według mnie najciekawszym bohaterem (czy raczej anty-bohaterem, skoro był zły) był Khan, ponieważ możemy poznać jego historię i odnoszę wrażenie, że sprawiał wrażenie głębszej osoby od pozostałych. Moim zdaniem stanowi on główny atut tego filmu. Nie wiem jedynie czy jest to kwestia dobrze napisanego bohatera, czy może Benedicta Cumberbatcha, który odgrywa tę rolę. Osobiście uważam, że Cumberbatch świetnie odegrał rolę złoczyńcy przesiąkniętego złem, jednak niezwykle sprytnego i inteligentnego (Czy tylko ja zauważyłam, że filmy cierpią aktualnie na słabe złe postacie?), choć jest on ogólnie fantastycznym aktorem, więc już sama nie wiem co mam sądzic o Khanie ;D
              Na szczęście było parę innych postaci, które równoważyły źle mówię, sprawiały, że płaskość głównego bohatera aż tak nie doskwierała. Są to Scotty (Montgomery Scott), czyli główny inżynier i postać wprowadzająca humor, Chekov, który jest takim trochę nieporadnym kolesiem, który zastępował Scotty'ego, Porucznik Uhura, czyli porządna postać kobieca, co do której nie mam zastrzeżeń oraz doktor Carol Marcus, która na wprowadziła kontrowersje, aczkolwiek według mnie jej postać była ciekawa, a przynajmniej ciekawsza niż Kirk.


Zalety
         Moim zdaniem największą zaletą tego filmu jest Benedict Cumberbatch w roli Khana, ponieważ, jak już wspomniałam, swoją rolę odegrał niesamowicie. Jeśli Khan zostałby odegrany słabo, to ten film trafiłby na moją listę niewypałów. Oczywiście inni aktorzy również grali świetnie, aczkolwiek według mnie Benedict zmiótł wszystkich z parkietu.
               Oprócz dobrego antagonisty film broni się również ogólnym wyglądem, bo oglądało mi się go dobrze.  Co prawda są rzeczy, do których się przyczepie, lecz całość wypadła zgrabnie.
               Innym plusem jest sama fabuła, ponieważ prawie nie ma na co narzekać. Ogólnie kino 12+, więc cudów nie należy się tutaj spodziewać i tak też je traktuję: jako przeznaczone dla widowni 12+. Myślę, że oni narzekać nie będą. W końcu to przyjemne sci-fi.

Wady
       Niestety Kirk nie jest jedyną wada tej produkcji. Zaznaczam na wstępnie, że nie oglądałam poprzedniej części ani następnej, więc moja wiedza na temat Star Treka jest dość okrojona, jednak staram się pisać to o tym co widzę, a nie co wiem. I jak już wspomniałam kapitan troszkę to wszystko psuje. Mimo to największa porażką (tak, PORAŻKĄ) jest zakończenie. Nie chcę tu robić spoilerów, ale kurczę, to jest jedno z najgorszych i najbardziej naiwnych jakie widziałam. Dno totalne.
         Przejdę teraz do tytułu posta, czyli: Ciemność? Jaka ciemność? Dawno nie dostałam tak kolorami po oczach. Fajnie, że są ładne kolory i wszystko wygląda tak pięknie, ale są jakieś granice. Nie chcę tu wychodzić na marudę, lecz błękit oczu Kirka doprowadzał mnie do szału. Ogólnie to wszystko było zbyt wyraziste. Trochę jakby twórcy pomyśleli sobie: O, patrzcie jakie kolory! Nasz główny bohater jest nieciekawy, a zakończenie to klapa jakich mało, ale to wszystko jest takie wyraziste, więc nie zwracajcie uwagi na to co złe!. I w sumie tak to wygląda jeśli chodzi o wady.


Podsumowując
              Star Trek: W ciemność to dobre kino sci-fi. Dużo się dzieje, jest kolorowo, są zaskakujące zwroty akcji. Jedynie postać głównego bohatera budzi moje wątpliwości, ale to w sumie tylko moje zdanie, więc jak najbardziej polecam ten film fanom fikcji naukowej oraz osobom, które lubią, kiedy na ekranie dużo się dzieje.

Następny post będzie o Moriarty'm i od razu ostrzegam osoby, które nie oglądały Sherlocka, a mają zamiar, by go nie czytały, bo zdecydowanie popsują sobie radość oglądania ;)

Pozdrawiam
LM

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz