poniedziałek, 31 października 2016

Harry Potter i Przeklęte Dziecko - Hairy Otter to Przeklęte dziecko [KSIĄŻKI]


*Wdech, wydech* Dobra, to lecimy z tym koksem! Witam was serdecznie Dzieńdoberek! Jest to moja pierwsza tzw. przeze mnie nie-recenzja, więc proszę o wyrozumiałość ^^ Dzisiaj wypowiem się na temat scenariusza autorstwa J.K. Rowling, Johna Tiffany'ego oraz Jacka Thorne'a. Nie bardzo wiem jak dużo mogę powiedzieć, żeby nie zdradzać zbytnio fabuły, ale zobaczę co da się zrobić.

Słowo wstępne
           Do tej książki podchodziłam z dystansem. Już od czasu angielskiej premiery krążyły pogłoski o tym, że jest beznadziejna i nikomu się nie podoba. Mimo to postanowiłam dać jej szansę. 22 października poszłam do Biedronki, stanęłam w wyjątkowo długiej kolejce, kupiłam egzemplarz, po czym wzięłam się za czytanie. Czytanie podzieliłam sobie na małe kawałki, żeby starczyło mi na dłużej. W chwili, gdy skończyłam zdziwiłam się na co ludzie narzekają. Bez obrazy, ale niektórym Potterheadom to już się w głowach poprzewracało. Nie bardzo rozumiem czego oni się spodziewali. Kolejnej książki? Proszę państwa, to jest scenariusz. Dialogi + didaskalia. Przeróbcie chociażby pierwszą część Harry'ego Pottera na scenariusz i pokażcie mi, gdzie widzicie magię. Nie ma jej. Magia pojawia się, gdy mamy książkę. A tu książki nie mamy, dlatego ja osobiście nie traktuję Przeklętego dziecka jako książki-książki. Początkowo nawet nie myślałam o tym jako o Harry'm 8, ale po przeczytaniu zmieniłam zdanie. Dlaczego? Spróbuję odpowiedzieć na to pytanie w kilku częściach...

Obsada sztuki

Fabuła
      Zacznijmy od początku: Minęło dziewiętnaście lat od pokonania Lorda Voldemorta i ludzie zdążyli już się pozbierać. Tak jakby. I właśnie tutaj zaczynają ją się schody. Historia zaczyna się w tym samym momencie, co kończą Insygnia Śmierci. Następnie jesteśmy świadkami narodzin przyjaźni Albusa Severusa Pottera z Scorpiusem Malfoy'em. Później następuje Ceremonia Przydziału i Albus trafia do Slytherinu. Do tej sceny idzie w miarę dobrze. Dopiero później zaczynają się schody, bo Albus z powodu swojej odmienności i nieporadności jest nielubiany, ogólnie zostaje takim trochę wyrzutkiem, a na dodatek ma problemy z ojcem, czyli słynnym Harry'm Potterem. Zabawa zaczyna się, gdy podsłuchuje rozmowę taty z Amosem Diggory'm proszącym Harry'ego o przywrócenie Cedrika do życia. Tyle z fabuły mogę zdradzić, bo reszta byłaby już spoilerami.
          
Bohaterowie
            Zacznijmy może od Harry'ego, który jest aurorem, ma masę ważnych spraw na głowie, lecz nie znajduje wystarczająco dużo czasu dla syna. Taki typowy zabiegany ojciec. Wszyscy chyba znają motyw zapracowanego ojca, pod wpływem jakichś zdarzeń zmieniającego się o 180 stopni. Właśnie takim bohaterem jest tutaj Harry. Zanim wzięłam się za lekturę nie mogłam uwierzyć w to, że Potter mógłby stać się złym ojcem. No kto, jak kto, ale on?! A jednak. Podoba mi się jak autorzy pokazali jego podejście do sytuacji. Zastanawiam się kto w tej książce był bardziej zagubiony: Harry czy Albus. 
          No właśnie, przejdźmy może do Albusa Severusa Pottera, który został skrzywdzony już samym imieniem. Nie biorę tutaj pod uwagę mojej jawnej niechęci do Severusa Snape'a (Sorry, ale jego historia miłosna mnie nie kupiła) ani mieszanych uczuć, co do Albusa Dumbledore'a. Po prostu nawet sami bohaterowie widzą jakim obciążeniem są takie imiona, imiona ludzi tak znanych, że głowa mała dla zagubionego nastolatka. Sam Albus również nie do końca mnie przekonuje. Rozumiem jego postawę i nawet trochę to, dlaczego zrobił to co zrobił, jednak nie do końca. Po co to wszystko? Komu chciał coś udowodnić? Sobie? Światu? Ojcu? Za to jego przyjaźń ze Scorpiusem uważam za interesującą. Nieco zagmatwaną, ale umówimy się, dla Potterów nic nigdy nie było proste. A jego problemy natury sercowe... nie. Po prostu nie. Intuicji to on nie ma za grosz.
             Postacią, której za to intuicji na pewno nie brakuje jest Scorpius Malfoy, czyli według mnie trzeci z głównych bohaterów. Scorpius to taki przykład typowego kujona, zupełnie jakby zrobić z Hermiony córkę Luciusa i zmienić jej płeć. Nie zmienia to faktu, że spośród wszystkich bohaterów to właśnie młodego Malfoy'a darzę największą sympatią. Musicie wiedzieć, że mam słabość do  naprawdę inteligentnych bohaterów, a on na pewno jest jednym z nich. Nie urażając Albusa, uważam, iż to jednak Scorpius był w gorszej sytuacji. W końcu to nie Pottera posądzano o bycie synem Voldemorta. Radził sobie świetnie, biorąc pod uwagę to jak widzieli go pozostali uczniowie. Szczególny podziw należy mu się za podjęcie pewnej decyzji, jakże ważnej dla całego świata czarodziejów. Spodziewałam się, że to Albus zostanie postawiony przed takim wyborem, a tu niespodzianka. Jak przekonacie się w moich opiniach, delikatnie irytują mnie wątki romantyczne. Jedne bardziej, drugie mniej. Są też takie, które nie irytują mnie wcale. I właśnie wątek Scorpius Malfoy x Rose Granger-Weasley jest jednym z nich. Ogólnie w Harry'm Potterze te wątki mi nie przeszkadzają. Ale ten jeden uważam za uroczy. Mieliśmy już Snape'a i Lily Evans, Draco i Hermionę (niekanoniczne), ale dopiero Scorpius i Rose to para ślizgońsko-gryfońska, której kibicuję. Przypominają mi Rona i Hermionę. 
              Oczywiście trudno nie wspomnieć przy okazji o spekulacjach fanów co do relacji Albusa ze Scorpiusem. Spora część fanów bowiem doszukuję się w ich przyjaźni czegoś więcej. Momentami również ich przyjaźń zakrawała mi na romans, jednak nie burzę się specjalnie o to, że nie są razem. Po pierwsze nie każda przyjaźń musi zamienić się w miłość. Po drugie serio lubię wątek Scorpiusa i Rose. Po trzecie oni mają jakieś czternaście lat, więc jeszcze wszystko przed nimi.
                Jeżeli zaś chodzi o pozostałych bohaterów to w sumie spodziewałam się większego łał. No dobra, Draco Malfoy mnie zaskoczył i to jak potoczyła się jego historia również, muszę przyznać. Pozostali jednak mało się wykazali. Odnoszę wrażenie, że Ginny zaczęła zmieniać się w filmową Ginny, a tego chyba nikt nie chce. Hermiona została ministrem magii i widziałam ją trochę inaczej, jako szefową. W pewnym momencie nie popisała się zbytnio swoimi umiejętnościami oraz ogólnym geniuszem, ale dobra, każdy może miewać kiepskie pomysły, nawet panna Granger, czy raczej Pani Weasley. Ron jakby trochę wyluzował. Jasne, cały czas był luzacki, lecz teraz jest jeszcze bardziej. Widocznie praca w Magicznych Dowcipach Weasleyów z George'm wyraźnie mu służy. Zdecydowanie wyróżniał się poczuciem umoru na tle innych bohaterów. 
               O większości bohaterów lepiej nie będę pisać nic, ponieważ byłby to spoilery. Zresztą z tych ważniejszych mamy jeszcze praktycznie tylko Delphi oraz Minerwę McGonnagal, która wcale się nie zmieniła. 

Scorpius i Rose

Zalety
             Jedną z zalet książki jest na pewno zabawa wydarzeniami. Autorzy zgrabnie balansowali na granicy powagi i szaleństwa. Cała akcja z podróżami to dla mnie mistrzostwo. Strasznie obawiałam się, że okropnie popsują ten wątek, a jednak pozytywnie mnie zaskoczono i wyszło całkiem zgrabnie i nawet logicznie! Drugi plus stanowi niebywała swoboda. Ten scenariusz to nie przykład sztywnych dialogów i nudnych didaskaliów. On wciąga, a przez to, że złożony jest w większości z dialogów to nawet nie zauważamy, ile już przeczytaliśmy. Moją ulubioną sceną jest ta dziejąca się na dachu Expresu Hogwart. Była niesamowita, po prostu czegoś takiego oczekiwałam. Może nie dokładnie takiego, ale tego typu akcje to ja lubię.

Wady
             To może zabrzmieć zabawnie, ale początek jest po prostu dziwny. Pierwsza scena jeszcze mi nie przeszkadzała, bo zakończenie siódmej część mi się podobało, jednak dalej... nie tak to sobie wyobrażałam. Na szczęście potem weszły sceny przejścia i już było dobrze. Następnym przykładem wady może być wspomniany przeze mnie na początku brak magii. Z jednej strony podoba mi się taka forma, bo jest zupełnie inna, z drugiej prawdziwa książka byłaby lepsza. Kolejną wadą jest przewidywalność. Racja, miałam małe spoilery, ale nie o głównym antagoniście. Przewidywalny do sześcianu. Wieje nudą. I to praktycznie tyle. Mogłabym wspomnieć jeszcze o tym, że większość bohaterów wydawała mi się dość płaska, ale jest to na pewno wina formy. Na koniec tego punktu wspomnę jeszcze o ciemnoskórej Hermionie: Dla mnie Hermioną jest Emma Watson. Nie miałabym absolutnie nic przeciwko ciemnoskórej Hermionie, gdyby miała taki kolor skóry od początku. Rozumiem, że był to zabieg marketingowy. Okay. Kończę temat.

Podejście sporej liczby fanów

Podsumowując
              Harry Potter i Przeklęte Dziecko to bardzo dobra nie-książka. Scenariuszowi brakuje trochę charakterystycznej potterowskiej magii, ale broni się i bez niej. Wciąga czytelnika już od pierwszej sceny. Przywołuje wspomnienia. Sprawia, że na niektóre wydarzenia zaczynamy patrzeć z innej - nowej perspektywy. Autorzy wykonali tutaj kawał dobrej roboty. Zadbali o spójność oraz logiczność zdarzeń, a to bardzo istotne w przypadku takiej tematyki. Proponuję, aby podejść do tego scenariusza z dystansem i przymrużeniem oka, a wtedy nie zawiedziecie się. 

Cóż, to chyba tyle. Mam nadzieję, że dobrze mi poszło, choć myślę, że z czasem i tak się wyrobię :D

Pozdrawiam
Lena Magdosz

PS.  Przypominam, że 31 października to data śmierci Lily i Jamesa Potterów :/

2 komentarze: